Książka „Bajki i wiersze na cztery pory roku” autorstwa Laury Łącz jest zbiorem utworów zupełnie nowych, nigdzie nie publikowanych, ze specjalnie wykonanymi pięknymi ilustracjami pani Doroty Kanabus.
Wszystkie bajki zawierają szlachetne przesłanie, morał, problem do przemyślenia przez dziecko. Osadzone są ściśle w polskich realiach, opowiadają o roślinach i zwierzętach. Zawierają dużo wesołych, dowcipnych dialogów. Świetnie nadają się do czytania młodszym dzieciom, zwłaszcza że część książki to specjalnie napisane „wiersze na dobranoc”.
Całość podzielona jest na utwory związane z polskimi porami roku, począwszy od przedwiośnia, a skończywszy na Bożym Narodzeniu, co uwidocznione jest wyraźnie na obu stronach okładki. W serwisie prezentujemy kilka wybranych przez autorkę bajek.
Udany spacer - cz. I
- Idę na spacer! – oświadczył niespodziewanie biały, okrągły dmuchawiec, stojący dotychczas nieruchomo na samym środku pachnącej łąki.
Wszystkie kwiaty, owady, a nawet źdźbła trawy aż umilkły ze zdumienia.
- Jak to, na spacer? – pisnęła polna myszka. – Dokąd?
- Pójdę tą wydeptaną przez ludzi ścieżką w stronę rzeki. Wrócę przed wieczorem – odparł dmuchawiec i dziarsko ruszył przed siebie.
- Żebyś tylko nie spadł z wysokiego brzegu do wody! – zawołała myszka.
Wszystkie kwiaty, owady, a nawet źdźbła trawy odwróciły główki i patrzyły za nim szeroko otwartymi oczami. Oj, miały powody do niepokoju! Nagle nad rzeką pojawił się bowiem mały chłopiec z wędką.
- Jaki fajny dmuchawiec! – mruknął sam do siebie, bez namysłu uniósł go do góry i… dmuchnął z całych sił!
Fu-u-u… - pofrunęły z wiatrem delikatne nasionka.
Fu-u-u… - chłopiec nadął usta jeszcze raz, a po chwili wyrzucił ogołoconą łodyżkę za siebie i odszedł.
Na szczęście nasz dmuchawiec, (który właściwie nie był już wcale dmuchawcem), wstał powoli i ze spuszczoną głową wrócił na swoje dawne miejsce. Wokół panowało pełne grozy milczenie i trwało nieznośnie długo.
Nadbiegła myszka.
- O, wyłysiałeś! – krzyknęła, niezbyt delikatnie.
Wszystkie kwiaty, owady, a nawet źdźbła trawy wybuchnęły głośnym śmiechem, rozładowując napięcie.
- Nie śmiejcie się – skarciła ich myszka, która była niegłupia, bo zjadła kiedyś całą książkę, pozostawioną nad rzeką przez jakiegoś wędkarza. – Dobrze się stało! Nasionka dmuchawca rozsypane przez wiatr po całej łące, dadzą początek nowym roślinom. Teraz można powiedzieć, że jest on ojcem wielu dzieci!
Dmuchawiec podniósł główkę i… nareszcie też się uśmiechnął.
A wszystkie kwiaty, owady, a nawet źdźbła trawy spojrzały na niego z uznaniem. A jednak spacer się udał!
Minął dzień, zapadł zmrok. Niby wszystko na łące wróciło do normy a jednak niezupełnie. Tego wieczora nikt nie mógł zasnąć. Noc była ciepła i cicha. Księżycowa. Rano znów nadbiegła myszka.
- Wiecie co? – krzyknęła, bo zawsze mówiła to, co tylko przyszło jej do głowy. – Siedzimy tu, na tej łące i niczego nie widzimy. A świat jest taki piękny! Jeśli dmuchawcowi się udało, to i nam musi się udać. Krótko mówiąc – idę na daleki spacer! Powiem więcej – mam zamiar przepłynąć na drugą stronę rzeki. Kto idzie ze mną?
Wszystkie kwiaty, owady, a nawet źdźbła trawy miały na to wielką ochotę. Nikt się jednak nie zgłaszał, bo podjąć taką decyzję nie jest łatwo.
- Jak to, na drugą stronę rzeki? Odezwała się końcu biedronka. – Przecież ty nie umiesz pływać?
- Właśnie, właśnie – chrabąszcz i ślimak też pełni byli wątpliwości.
- Mam pewien plan – nigdy nie robię niczego pochopnie – obruszyła się myszka. – Zamierzam poprosić o pomoc łabędzia.
- Samego łabędzia? Nie do wiary! – wyszeptała biedronka.
Łabędź cieszył się ogólnym poszanowaniem. Był duży, mądry – jednym słowem najwspanialszy. Wspanialszy od perkoza, kreta i starej ropuchy.
- A jak nie zechce? – wydukał ślimak.
- Dlaczego ma nie zechcieć? – zniecierpliwiła się myszka. – Przecież jest uczynny. A poza tym, spróbować nie zawadzi.
- Faktycznie, nie zawadzi – zgodzili się mieszkańcy łąki.
