Książka „Bajki i wiersze na cztery pory roku” autorstwa Laury Łącz jest zbiorem utworów zupełnie nowych, nigdzie nie publikowanych, ze specjalnie wykonanymi pięknymi ilustracjami pani Doroty Kanabus.
Wszystkie bajki zawierają szlachetne przesłanie, morał, problem do przemyślenia przez dziecko. Osadzone są ściśle w polskich realiach, opowiadają o roślinach i zwierzętach. Zawierają dużo wesołych, dowcipnych dialogów. Świetnie nadają się do czytania młodszym dzieciom, zwłaszcza że część książki to specjalnie napisane „wiersze na dobranoc”.
Całość podzielona jest na utwory związane z polskimi porami roku, począwszy od przedwiośnia, a skończywszy na Bożym Narodzeniu, co uwidocznione jest wyraźnie na obu stronach okładki. W serwisie prezentujemy kilka wybranych przez autorkę bajek.
Reklamy i ogłoszenia - cz. I
Żyła raz sobie, zresztą całkiem niedawno, pewna czarownica o imieniu – Sorsa. Jak to zwykle bywa, miała wielki, zakrzywiony nos, kudłaty łeb i długie, brudne pazury. Nosiła połataną, czarną kapotę, przekrzywiony kapelusz i dziurawe buty. Dawno pogubiła gdzieś wszystkie zęby. No, może nie wszystkie. Trzeba przyznać, że jeden – na samym przedzie – został, ale był zupełnie spróchniały. Miała, lekko licząc, ze 300 lat, a jej rozwichrzona miotła jeszcze więcej.
Miotła ta była… żywa! Nie był to zwykły kij ze szczotką. Nie! Kij miał wyłupiaste oczy, nos jak sęk i wąskie usta. Niebywałe, a jednak prawdziwe!
Krótko mówiąc, czarownic i jej miotła były stare, szpetne i w dodatku łakome. Nie można jednakowoż powiedzieć, że były głupie, bo prenumerowały codzienną prasę.
Prasę roznosił listonosz i nie miał zbytniego kłopotu, bo czarownica mieszkała na skraju lasu, przy samej drodze. Domek posiadała obskurny i mały – jeden pokój z kuchnią. Wszędzie pełno kurzu, bo miotła, niestety, była leniwa. Listonosz nie lubił tam chodzić, ale musiał. Z poczucia obowiązku. Obrzydzenie, jakie odczuwał, rekompensowała mu trochę szczera radość czarownicy, gdy ciągnął za dzwonek przy furtce i wołał głośno:
- Pani Sorso, dzisiejsza gazetka!
Tego dnia, o którym mowa, dodał jeszcze:
- Będzie pani zadowolona – jest dużo ogłoszeń i przepisów kulinarnych!
Przepisy na smaczne potrawy nasza czarownica zbierała od lat. Wycinała je z gazet i naklejała w niebieskim zeszycie. Jak już wiecie, była bowiem łakoma i gotowała wielkie gary różnych potraw. Nie wiadomo jednak czy potrawy były smaczne, bo nigdy nikogo nie poczęstowała. Nawet pana listonosza, chociaż właściwie go lubiła. Obie z miotłą pochłaniały co wieczór drewnianymi łyżkami wprost z gara całą zawartość.
Drugą namiętnością Sorsy były ogłoszenia. Studiowała je przed snem, leżąc w łóżku. Naturalnie po jedzeniu. Miotła zaglądała jej przez ramię w milczeniu. Stała tak, jak a tureckim kazaniu, bo nie umiała czytać. Wstydziła się jednak do tego przyznać. Nic dziwnego – to przecież prawdziwy wstyd, gdy się ma ponad 300 lat. Sorsa kupiła ją, będąc ostatni raz we wsi, na jarmarku przy kościele. Potem już nigdy nie łaziła tam, bo wystraszyła wszystkich ludzi, a ksiądz gonił ją z kropidłem aż do kapliczki pod lasem. Na samo wspomnienie tych wydarzeń cierpła jej skóra.
Tak więc, … tego dnia, o którym mowa, gdy najadły się do syta, zaczęło się czytanie nowej gazety.
- Opowiesz mi, co tam jest napisane? – dopytywała się miotła.
- Jasne, przeczytam ci nawet ogłoszenia i reklamy.
Nie wiadomo, czego czarownica w nich szukała. Szczególnie interesowały ją nowości kosmetyczne: kremy, szminki, lakiery do paznokci, mydła. Nigdy ich wszakże nie zamawiała ani nie używała. Może miała zamiar zrobić to w przyszłości. Kto wie?
