Przekorniki
Małgorzata Gracka-Wesołek
 

Czy wiecie co to są korniki? Krzysio dowiedział się o kornikach na lekcji biologii i po powrocie do domu tłumaczył mamie z przejęciem:
- Wiesz mamusiu, to takie malutkie owady, które żyją pod korą drzew. Ale one są wielkimi szkodnikami. Wgryzają się w drzewo, wyjadają jego drewno i wysysają wszystkie soki. Najgorsze jest to, że drzewo nie może się w żaden sposób obronić. Kiedy korniki je zaatakują, to już  koniec… Krzysio zwiesił smutno głowę. Miał już siedem lat, chodził do pierwszej klasy i codziennie poznawał mnóstwo nowych rzeczy, ale pewnego deszczowego dnia dowiedział się, że na świecie istnieją szkodniki, które utrudniają życie także i ludziom.

Tego dnia od rana padał deszcz. Okno zalewało się łzami. Kap, kap, kap, ciężkie krople bębniły o parapet. Krzysio siedział z nosem przy szybie i czekał, aż zza chmur w końcu wyjrzy słońce. Tak jak wszystkie dzieci nie znosił deszczu.
-  Co za nudy – skarżył się mamie. Mam już dość tej wstrętnej pogody i siedzenia w domu.
- To może pojedziemy do kina – zaproponowała mama. Kino to dobry sposób na deszczową nudę.
To był świetny pomysł. Jak zwykle mama Krzysia najlepiej wiedziała, czego potrzeba mu do szczęścia. A często nawet ubiegała jego myśli, z czego nie zawsze był zadowolony. Tak było i tym razem. Krzysio, mimo że miał wielką ochotę śmiać się i zajadać popcorn w kinie, odpowiedział przekornie, przybierając jedną ze swoich nadąsanych min:
- Nie, nie mam wcale ochoty iść do kina. Chce mi się spać.
Po czym odwrócił się na pięcie i ruszył do swego pokoju. W tym momencie usłyszał słowa mamy:
- No tak, znowu wstąpił w ciebie duch przekory.
Krzysio pomyślał ze złością, że mama wie o nim więcej, niż on sam i że nie można jej nawet choć troszkę oszukać. Wyraźnie naburmuszony zatrzasnął drzwi swego pokoju.

Mama miała jednak rację. Krzyś często robił różne rzeczy, tak tylko z przekory, na złość dorosłym. Z przekory nie sprzątał swego pokoju, a potem przez cały dzień potykał się o rozrzucone zabawki. Z przekory czasem nie odrabiał prac domowych, aż w końcu pani postawiła mu jedynkę. Zimą z przekory nie nakładał rękawiczek, a po powrocie do domu piekły go zmarznięte ręce.  

Rozmyślania Krzysia przerwało przeciągłe gwizdanie. Chłopiec rozejrzał się po pokoju.  Przy oknie ujrzał dziwnego ludzika, przypominającego klauna cyrkowego. Miał on na sobie barwny kombinezon, przyozdobiony przy kołnierzu jaskrawo-żółtą muszką, a na jego głowie tkwiła przekrzywiona, szpiczasta czapeczka. Ludzik dmuchał w papierowy gwizdek, który rozciągał się jak długi język żarłocznej żaby.
- Dalej, wstawaj, pobaw się ze mną. Okropnie się nudzę – zawołał nieznajomy.
-  Ale… Ale… –  wyjąkał zaskoczony Krzyś. Kim ty jesteś? Jak…, jak dostałeś się tutaj????
- No jak to jak!?! Przez ścianę!!! Przecież jestem duchem.
- Duchem???? Ależ ty wcale nie wyglądasz jak duch. Masz taki śmieszny strój i… i… wcale nie jesteś straszny.
- Bo ja nie jestem straszakiem. Ja mam inne zadanie – dodał tajemniczo duch.
Krzysio chciał zapytać o to tajemnicze zadanie, gdy nagle usłyszał głośne bum, trach, brzdęk. Duch ściągał z półek jego zabawki, które z potężnym hukiem lądowały na podłodze.
- Ciiiiszej, bo mama usłyszy –  powiedział rozdrażniony Krzyś.
- No to pobaw się ze mną. Nie mam dużo czasu, bo pewnie już szukają mnie rodzice.
- Chowasz się przed rodzicami??? –  zdziwił się Krzyś.
- Pewnie, że tak. Ja zawsze jestem sprytniejszy od dorosłych. Łamię ich wszystkie zakazy,  nakazy i zawsze robię to, na co mam  ochotę –  odpowiedział z dumą przedziwny gość.

Krzysio pomyślał, że łamanie zakazów jest czasem niebezpieczne. Przecież nawet w bajce Czerwony Kapturek nie posłuchał mamy i skończył w brzuchu wilka. Poza tym on wcale nie czuł się sprytniejszy, robiąc komuś na przekór. Przeciwnie, często miał z tego powodu zły nastrój, tak jak teraz. Jednak nie powiedział o tym duchowi. Bał się, że ten go wyśmieje.
- W co chcesz się bawić? – spytał niepewnie Krzyś, widząc, że duch rozkręca jego najładniejsze auto.
- Może w robienie na przekór. To moje ulubione zajęcie. Ja mam już pierwszy punkt, bo popsułem twoją najlepszą zabawkę. I tak naprawdę nie masz ze mną żadnych szans, bo ja jestem jednym z najzdolniejszych przekorników. – przechwalał się duch.
- Przekorników??? –   chłopiec zdziwił się po raz kolejny. Słyszał już przecież o kornikach, ale o przekornikach nikt mu nigdy nie opowiadał.
- Cóż się tak dziwisz, przecież znasz mnie bardzo dobrze – odparł z wyrzutem przekornik. To ja szepczę ci do ucha: „Nie rób tego o co proszą dorośli, zrób odwrotnie”.

I wtedy Krzysio w końcu zrozumiał z kim ma do czynienia:
- A więc to ty jesteś tym duchem przekory, o którym mówi mama?
- We własnej osobie – przekornik skłonił się przed Krzysiem, uchylając szpiczastą czapeczkę i dmuchając w papierowy gwizdek.
- Jesteś jednym z przekorników, a więc jest was więcej? – dopytywał się Krzyś.
- Ależ oczywiście – wykrzyknął przekornik. Moja rodzina jest bardzo duża, ale moje rodzeństwo to zgraja nudziarzy. W kółko powtarzają ostrzeżenia dorosłych: „Uważajcie na ludzi… Są bardzo niebezpieczni… Nie rozmawiajcie z nimi, nie ukazujcie się im” i tak dalej, aż do znudzenia. Czyż to nie głupie? Przecież ty wcale nie jesteś niebezpieczny.

Krzysio stał bez ruchu i słuchał słów przekornika. Poczuł się urażony, że inni mówią źle o ludziach. Chciał nawet powiedzieć coś na ich obronę, ale w tym momencie do pokoju weszła mama.
- No i co Krzysiu? Może jednak pójdziemy do tego kina? – spytała z promiennym uśmiechem.
Wtedy do akcji wkroczył przekorny duch, który wyszeptał Krzysiowi prosto do ucha:
- Tylko się nie gódź. My mamy tutaj lepszą zabawę. Powiedz, że jesteś zmęczony.
I Krzysiu już, już otwierał buzię, żeby powtórzyć usłyszaną formułkę, gdy nagle, zupełnie niespodziewanie rzucił się mamie w objęcia i  głośno wykrzyknął:
- Tak, tak, chcę iść z tobą mamusiu. Nie chcę, żeby jakiś tam przekornik mówił mi co mam robić!
- O czym ty mówisz syneczku? –  zdziwiła się mama.
- No bo wiesz… –  zaczął Krzysiu, lecz później skwitował: Powiem ci kiedy indziej, a teraz chodźmy już do kina.
Chłopiec odwrócił się jeszcze, by sprawdzić jaką minę ma przekornik, ale nie było ani śladu po natrętnym duszku. „Pewnie przyszli po niego rodzice.” - pomyślał w duchu Krzyś.

Tego deszczowego dnia Krzysio spędził udany wieczór w kinie, śmiejąc się i jedząc popcorn. Poza tym był bardzo dumny, bo sam, zupełnie sam odkrył jak można przechytrzyć przekornego ducha. A zrobić na przekór przekornikowi, to jest naprawdę nie lada wyczyn. Sposób Krzysia na pokonanie szkodnika-przekornika wydawał się bardzo skuteczny, lecz chłopiec koniecznie chciał się przekonać, czy sposób ten zadziała jeszcze raz. I dlatego wiele razy czekał na dźwięk papierowego gwizdka. Lecz o dziwo, żadne przekorniki nie pojawiły się więcej w pokoju Krzysia. No cóż, zrobiły to chyba z czystej przekory, ale nie ma się co dziwić. W końcu takie jest ich zadanie.





© 2007 USPharmacia / Projekt: OS3 multimedia